Dokąd zmierzamy idąc wciąż na łatwiznę?

Nie da się przecenić jak wiele korzyści niesie z sobą rozwój technologii. Internet pozwolił pozyskiwać wiedzę w niesłychanym tempie. Większość uczniów nie wyobraża sobie odrabiania pracy domowej w bibliotece.W książkach nie ma przecież opcji „ctrl+f”. Jednakże łatwy dostęp do informacji, urządzenia mobilne z internetem oraz wszechogarniająca wszystkich tendencja do działania po najmniejszej linii oporu, powoduje, że coraz częściej okazuje się, że na wszystko chcemy znaleźć rozwiązanie w sieci. Zanika nasza pracowitość, kreatywność i ambicja.

Inspiracją do tego wpisu była rozmowa z mamą pewnej 12-latki. Opowiadała mi, jak to w szkole jej córki większość nauczycieli korzysta z gotowych testów. Nie byłoby może w tym nic złego i dziwnego, gdyby nie fakt, że testy te są dostępne w Internecie. Tym uczniom, którzy zyskali do nich dostęp, nagle wzrósł poziom „wiedzy” i poprawiły się oceny. Ostatecznie większość klasy uczy się testów, a nie na test. Gotowe odpowiedzi, powodują, że dzieci mają doskonałe oceny, ale żadnej faktycznej wiedzy. Nie dziwię się uczniom, ani ich rodzicom, że podchodzą do nauki w ten sposób. W końcu jeśli inni robią tak i dzięki temu mają dobre oceny, czemu ktoś ma być pokrzywdzony. Jednakże w tym miejscu mam pewien zarzut do nauczycieli, gdyż jednak to od nich powinno się wymagać odrobiny chęci i zaangażowania.

Zastanawiam się czy wszyscy Ci nauczyciele (gdyż sytuacja wyżej opisana nie jest odosobniona) naprawdę są obecnie nieświadomi możliwości internetu i umiejętności nastolatków? Czy jednak powód jest bardziej prozaiczny? Gotowe testy to po prostu pójście na łatwiznę. Przygotowywanie zadań jest pracochłonne, ale jednak wpisane mocno w pracę nauczyciela. Uczniowie wiedzą już przed sprawdzianem, co ich czeka. Nauczyciele dobrze zdają sobie z tego sprawę. Aczkolwiek z  premedytacją to ignorują. Uczniowie zawsze będą kombinować jak oszukać czy przechytrzyć nauczyciela. Jednak on powinien minimalizować takie sytuację.

Jakie korzyści niesie z sobą taki stan rzeczy? Żadne. Dzieci już w podstawówce dowiadują się, że jak dobrze pokombinują, to nie będą musiały się przemęczać. Uczą się tyle, by wpasować się w odpowiedzi w teście. Mamy wtedy sytuację, że uczymy się dla testu, a nie wiedzy. Czy nie jest to trochę przerażające? Co więcej oceny stają się bardziej synonimem „przedsiębiorczości”, a nie faktycznego poziomu wiedzy. Umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach jest bardzo przydatna, ale czy przyswajanie jej powinno wyglądać w ten sposób?

Jak czują się nauczyciele, którzy korzystają ze sprawdzianów dostępnych w sieci? Czy mają wyrzuty sumienia, a może wcale się tym nie przejmują? Gdzie są Ci, którzy czują na sobie odpowiedzialność za pewną część wychowania dzieci. Za ich wiedzę i przyszłość. Czy nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie ze sobą chodzenie na łatwiznę. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy dzieci przyzwyczajone do znajdowania gotowych rozwiązań w internecie przyjdą do swojej nowej pracy. Co zrobią w pierwszej sytuacji, gdzie będzie trzeba coś wymyślić samemu, opracować jakąś koncepcję? Pomysłów będę szukać w internecie. Czy, aby na pewno do tego chcemy zmierzać?

Czy również i Tobie zdarza się skracać sobie drogę i iść na łatwiznę? W życiu zawodowym, kontaktach międzyludzkich czy też w wychowywaniu dzieci często mamy pokusę minimalizmu. Robimy wiele rzeczy, byle mieć je z głowy. Byle jak, bez zaangażowania i należytej uwagi. Nie wymagamy od siebie zbyt wiele. Byle było. Od innych natomiast domagamy się maksymalnego zaangażowania. Jednakże jak to ma być możliwe, skoro już od dziecka uczeni jesteśmy – kto pracuje i się męczy ten frajer.

Czy droga minimalizmu, wybieranie niewymagających pracy rozwiązań i cwaniactwo to dobre fundamenty do budowania życia i przyszłości? Zachęcam do dyskusji.

 

Źródło obrazka: flickr.com